Arrivederci polska energetyko

O ile można się sprzeczać czy transformacja ustrojowa w Polsce przebiegała w sposób racjonalny, o tyle z całą pewnością można stwierdzić, że swoim zasięgiem nie objęła sektora energetycznego.

Nie uda się utrzymać rozwoju gospodarczego na poziomie 5 proc. bez taniego i dostępnego paliwa. Wydaje się, że o tym jednak politycy zapomnieli, choć poważny sygnał ostrzegawczy otrzymali kilka lat temu, gdy upał doprowadził do serii wyłączeń, a w konsekwencji do reglamentacji energii elektrycznej. Wydarzenie to, choć odsłoniło rzeczywistą skalę problemu oraz defekty polskiego sektora energetycznego, zamieciono jednak pod dywan. Obecnie dywan robi się jednak coraz krótszy, a prawda jest porażająca. Blisko 15 proc. wszystkich aktywnych bloków energetycznych liczy sobie – bagatela! – 50 lat. Kolejne 40 proc.
bloków ma 40 lat, a większość z nich już dawno powinna być wyłączona z eksploatacji. Źle jest także ze sprawnością najstarszych bloków, która osiąga zaledwie wartość 36-38 proc. Dla porównania, sprawność nowych bloków to 46–50 proc.
Ten wskaźnik jest o tyle ważny, że ma bezpośrednie przełożenie na poziom zużycia węgla niezbędnego do wytworzenia energii. Jeśli sprawność kotła wynosi 36 proc., to do wytworzenia 1 MWh potrzeba średnio 376 kg węgla
kamiennego, zaś gdy kocioł jest sprawny w 49 proc. ilość niezbędnego węgla do wytworzenia energii zmniejsza się o 84 kg, czyli ponad 20 proc.
Ten fakt ma szczególne znaczenie w sytuacji drożejących kosztów ludzkiej
pracy, kurczących się zasobów węgla kamiennego i brunatnego, większych nakładów na technologie wydobywcze, czy nowych limitów emisji CO2. Efekt? Polska przestaje być eksporterem, a staje się importerem surowca.

(…)

Mariusz Brzeziński

Więcej w papierowym wydaniu Faktów dostępnym w salonach EMPiK lub za pośrednictwem strony www.empik.com

ZACZYNAMY JAZDĘ W DÓŁ

Arkadiusz Krężel
Fot: Arc
Arkadiusz Krężel, wieloletni prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, obecnie szef rady nadzorczej Impexmetalu

Energetyka i górnictwo to dwa sektory, których przez lata transformacji nie udało się zrestrukturyzować. To także dwa obszary, które są zarzewiem przyszłego kryzysu gospodarczego w naszym kraju. – Wszędzie tam, gdzie procesy transformacyjne nie doprowadziły do urynkowienia obszarów gospodarczych, mamy cykliczny problem, mniej więcej co dziesięć lat – tłumaczy Arkadiusz Krężel, wieloletni prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, obecnie szef rady nadzorczej Impexmetalu.

Jest Pan jednym z ojców transformacji, tych bardziej rozgrywających. Niektórzy robią podsumowania. Jak Pan ocenia ten bilans pierwszych lat? Czy gdyby mógł Pan cofnąć czas, coś by Pan zmienił?

Arkadiusz Krężel  Im jestem starszy, im więcej zbieram doświadczeń, to coraz bardziej jestem przekonany, że nie było innej drogi. Po 30 latach doszliśmy najdalej ze wszystkich państw, jeśli chodzi o transformację.

Nie widział Pan trzeciej drogi?

Arkadiusz Krężel – Nie. Każda trzecia droga prowadziłaby nas do modelu Ukrainy czy Białorusi. Mieliśmy wtedy gigantyczną inflację, a więc musieliśmy zacieśnić politykę monetarną, a w takim przypadku nieuniknione są problemy po stronie przedsiębiorców. Pamiętajmy też, jak wyglądał ten start. Jest rok 1989, mamy 11 tys. przedsiębiorstw państwowych, gigantyczne załamanie rynku, totalną deregulację wszystkiego i w tym momencie pojawia się plan Balcerowicza. Ten człowiek powinien mieć u nas pomnik za to, że odważył się zrobić to, co zrobił, bo w takiej sytuacji nie było innego wyjścia. Należało przywrócić stabilność pieniądza, żeby można było budować stabilną pozycję przychodową po stronie przedsiębiorstw i całego świata pracujących.

Żeby doprowadzić do sytuacji, w której gospodarka nabiera rumieńców, to trzeba mieć zdrowe przedsiębiorstwa. Ale najpierw trzeba było zrobić odpowiednią selekcję tych firm. Dlatego pierwszym krokiem była normalizacja sektora bankowego i dokonanie tej pierwszej selekcji przez banki w oparciu o uchwaloną wówczas Ustawę o restrukturyzacji finansowej banków i przedsiębiorstw. Już w tej ustawie była wpisana Agencja Rozwoju Przemysłu jako drugi selekcjoner, gdyż, żeby całość gospodarki mogła być trzymana od strony wartości, to banki nie mogły przecież wchodzić w projekty restrukturyzacji zadłużenia przedsiębiorstw, w które nie wierzyły ograniczone prawem bankowym, natomiast ARP jak najbardziej tak, ponieważ w pewnym sensie do tego została powołana. Była tym drugim, który zbiera wszystko to, czego banki nie chciały, a ponieważ nie byliśmy bankiem i nie obowiązywało nas prawo bankowe, to świadomie braliśmy na siebie to wszystko, czego banki nie chciały robić w sferze restrukturyzacji finansowej zadłużenia przedsiębiorstw, mając do dyspozycji takie instrumenty, jak pożyczkę, poręczenie i dokapitalizowanie, ale przede wszystkim rachunek ekonomiczny i zdrowy rozsądek.

Więcej w papierowym wydaniu Faktów. Do kupienia w wybranych sklepach EMPiK lub wysyłkowo na www.empik.com

Rozmawiał Piotr Szumlewicz