FAKTY

Magazyn Dialogu Społecznego

Źle się dzieje w Portach Lotniczych

Z Renatą Grzywną, byłą szefową działu HR w Państwowych Portach Lotniczych, rozmawia Piotr Szumlewicz

Została Pani zwolniona dyscyplinarnie w Państwowych Portach Lotniczych. Pełniła Pani bardzo wysokie stanowisko – była Pani szefową działu HR. Dlaczego prezes firmy, Mariusz Szpikowski zdecydował się Panią zwolnić?

Tak, byłam zatrudniona w Przedsiębiorstwie Państwowym „Porty Lotnicze” w Warszawie od kwietnia 2016 roku do marca 2018 roku jako dyrektor personalna. W piątek 16 marca 2018 roku złożyłam w sekretariacie prezesa Szpikowskiego zawiadomienie o mobbingu, a 19 marca wysłałam do PPL listem poleconym za zwrotnym poświadczeniem odbioru rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia zgodnie z Art. 55 Kodeksu Pracy, gdyż pracodawca dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika. Była to moja reakcja na politykę personalną Szpikowskiego, z którą absolutnie się nie zgadzałam, a za którą byłam jako szefowa HR odpowiedzialna. Dokument ten został odebrany w PPL 21 marca ubiegłego roku. W mojej ocenie głównym powodem mojego zwolnienia z pracy było właśnie złożone przeze mnie zawiadomienie o mobbingu, tylko że ten dokument odebrałam z poczty dopiero 4 kwietnia. Chcę jeszcze nadmienić, że zgodnie z procedurą antymobbingowa, która była w PPL, pracodawca miał obowiązek powołać komisję antymobbingową i zbadać sprawę. Nic takiego się jednak nie stało, a Szpikowski wpadł w panikę po otrzymaniu mojego zawiadomienia i wysłał mi pięć rozwiązań umowy o pracę z artykułu 52 – dwa na stary adres, dwa na nowy i jeszcze jedno kurierem.

Złożyła Pani skargę o mobbing na Szpikowskiego i jego najbliższych współpracowników. Jakie są Pani podstawowe zarzuty wobec prezesa PPL? Na czym polegał mobbing?

Myślę, że najlepiej będzie, gdy literalnie przedstawię Panu katalog zarzutów, które sformułowałam w swojej skardze, którą przesłałam 16 marca 2018 marca. W opisie zachowań będących przyczyną skargi znalazły się:

– ciągła i nieracjonalna krytyka wykonywanej pracy,

– ograniczenie możliwości wypowiadania się, brak możliwości zabrania głosu,

– nieustanne kwestionowanie wypowiadania się, brak możliwości zabrania głosu,

– nieustanne kwestionowanie każdej decyzji,

– zlecanie bezsensownych prac,

– przydzielanie nadmiernej liczby zadań,

– przydzielanie zadań z nierealnymi terminami ich wykonania,

– stosowanie pogróżek słownych i pisemnych,

– straszenie zwolnieniem z pracy,

– unikanie kontaktów, nieprzyjmowanie w sprawach służbowych, niepodpisywanie dokumentów, co często doprowadza do niepowodzenia danego przedsięwzięcia,

– ciągła zmiana decyzji,

– umniejszanie pozycji,

– zaniżanie oceny zaangażowania w pracę,

– zmuszanie do łamania prawa powszechnie obowiązującego oraz procedur wewnętrznych,

– przeprowadzanie ciągłych kontroli w podległym Biurze ZZL.

Przykładów nagannych zachowań Szpikowskiego było mnóstwo i wszystkie one wpisywały się w kategorię mobbingu.

Na jakim etapie jest Pani sprawa ze Szpikowskim? Jakie środki Pani podjęła wobec prezesa PPL?

Minęło półtora roku od zwolnienia mnie z PPL a moja sprawa jest na bardzo początkowym etapie. Odbyły się dopiero trzy rozprawy i wysłuchano dopiero dwóch świadków ze strony Pozwanego, a ja sama zgłosiłam około piętnastu świadków. Nie wiem dlaczego w moim przypadku terminy rozpraw są ustalane raz na pół roku, jednorazowo wzywanych jest tylko dwóch świadków, a czas rozprawy jest zaplanowany na dwie godziny, czyli stanowczo za krótko, żeby wysłuchać całość zeznań. Na pierwszej rozprawie sędzina zapytała, czy widzimy możliwość „dogadania się”. Oczywiście pełnomocnik PPL, chcąc grać na zwłokę, powiedział, że jak najbardziej na to liczy, ja natomiast stanowczo odmówiłam, co nie spodobało się sędzinie, bo w jej ocenie ta sprawa będzie bardzo długa. Natomiast chciałam polubownie rozstać się z firmą dwukrotnie: pierwszy raz w maju 2017 r., a drugi w lutym 2018 r. W obydwu przypadkach słyszałam od prezesa, że zastanowi się nad warunkami naszego rozstania, ale nic nie proponował, tylko chciał się mnie pozbyć w najgorszy sposób, w jaki można zakończyć współpracę z pracownikiem, a mianowicie rujnując mu życie.

Dlatego postanowiłam podjąć walkę z tym człowiekiem. Starałam się nagłośnić sprawę tego, co się dzieje w PPL w mediach, udzieliłam wywiadu do RMF FM i „Gazecie Wyborczej”, ale również złożyłam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Szpikowskiego do ABW i Prokuratury Okręgowej.

Czy przedstawiciele władz publicznych odnieśli się do Pani skarg na działania prezesa? Jak Pani zdaniem powinni zareagować?

Nikt z przedstawicieli władzy publicznej nie odniósł się do moich skarg na działania prezesa, a wręcz przeciwnie, wszystkie sprawy były zamiatane pod dywan i umarzane. Prokurator, która przyjmowała moje zeznania, zapytała się mnie, dlaczego nic nie zrobiłam, skoro w PPL dochodziło do takich nadużyć, na co odpowiedziałam jej, że jak to nic nie zrobiłam, skoro odeszłam z PPL, poszłam do mediach, do ABW, a teraz jestem u niej. To mało? Ale widocznie mało, skoro wszystkie sprawy są ukrywane pod dywan.

(…)

Więcej w papierowym wydaniu Faktów do kupienia w wybranych sklepach EMPiK lub wysyłkowo na www.empik.com